środa, 26 grudnia 2012

Pora w Zermatt! Jak, co i dlaczego?

Dnia pewnego się obudziła i stwierdziłam, że może praca za biurkiem nie jest dla mnie?!?! Może wreszcie nareszcie chcę cały sezon spędzić na nartach, sporo się nauczyć i sporo innych nauczyć?!

No może tak ;) Napisałam jakieś biedne CV i wysłałam do kilku Polskich szkół narciarskich. Odzew był, ale na tydzień czy dwa. A ja przecież na cały sezon chciałam! Bez rozdrabniania się!

Jak w niedzielę (16.12) wróciłam z Polskich gór (Brenna), z spotkania z instruktorami z polskiego biura podróży na wyjazdy do Austrii, gdzie zaproponowano mi 3 tygodnie… co mało mnie interesowało… wpisałam w gogle „ski schools Europe” i tak oto w poniedziałek (17.12) wysłałam ok. 60 CV. Zaś we wtorek (18.12) masowo zaczęli mi odpisywać :D easy co? Wybrałam Zermatt, bo byli najszybsi i najfajniej brzmieli, poza tym mają spoko stronę www.europeansnowsport.com, z trzech szkół jakie mają wybrałam tą, do której teoretycznie najłatwiej było dojechać - teoretycznie... Kupiłam bilet i w piątek (21.12), w teoretyczny koniec świata, zlądowałam na końcu świata. Tak tak, prowadzi tu tylko jedna droga, i to do tego kolejowa – bo Zermatt jest wioską w której ruch samochodowy ogranicza się tylko do mały elektrycznych aut ;)

Czyli co? Czyli szybka akcja – typowo w moim stylu!

Zostaję tu do końca kwietnia! Tyle wiem na chwilę obecną!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz