6.02 - nie chciałam, ale się zestresowałam... oznak stresu u mnie jest 4. Tego dnia wystąpiły 3 syndromy...
7.02 - dojechałam do szpitala (oczywiście na stopa - 3 podwózki - 3 kobiet, to dopiero kraj w którym każdy każdemu ufa!), a w szpitalu Pani mi mówi, sorry ale zapomnieliśmy do Ciebie zadzwonić, a operację masz jutro, czy to OK dla Ciebie? Ja na to: Jeeeeeeee i uśmiech od ucha do ucha!
1 dzień w MOIM kolanem więcej ;)
08.02 - dojechałam do szpitala... i przyjęli mnie na oddział...
W szpitalu dostałam urządzenie bezprzewodowe do internetu (5 CHF za dzień), dostałam kartę do telewizora i jednocześnie telefonu z nadanym specjalnie dla mojego łóżka stacjonarnym nr (również 5 CHF za dzień korzystania).
Miła Pani pielęgniarka wytłumaczyłam mi wszystko co i jak (po angielsku) i powiedziała, że mam sobie odpocząć i że ok 13 ktoś po mnie przyjedzie... Okłamała mnieeee przyszli wcześniej!!!
Odblokowali kółka łóżka i sruu wycieczka po szpitalu.
Przystanek nr 1 winda :D dziwnie się jedzie windą na leżąco... przystanek nr 2 anestezjolodzy... podoczepiali mi kable, wężyków i innych takich, dali głupiego na co moja reakcja była: Why do I feel soooo sloooow? Na co cała sala wybuchła śmiechem ;)
Igiełka w kręgosłup - nie bolało, igiełka w udo.. dziwne uczucie jak się ktoś Twoimi nerwami bawi, a one skaczą...
I ostatni przystanek - sala operacyjna.
Ubrali mnie, przykryli, dali nawiew ciepłego powietrza na górną część ciała, zawiesili mi przed nosem zieloną kurtynę, nad głowę dali ze 32' monitor i zaczęli grzebać w kolanie.
Pan lekarz wszystko mi tłumaczył co robi, dziwne uczucie widzieć kolano od środka, czuć, że coś tam robią, widzieć to i nie odczuwać bólu. Jak się okazała więzadło nie było całe zerwane, tylko jego połowa, czyli dobrze, bo tylko jedno ścięgno musieli pobrać z tyłu nogi. (Może dlatego teraz tak szybko wracam do normy). Jak zaczęli wypalać resztki tkanki to odjechałam, bo jakoś mi się znudziło... ciągle to samo... a poza tym ile można patrzeć na to jak ktoś Twoje ciało pali od środka!
Po przebudzeniu za wiele nie pamiętam, nie bardzo też pamiętam telefony i smsy..
hmm.. kolacji też nie pamiętam. Ale spać dobrze nie spałam...
Sobota i niedziela był miłe w szpitalu, ciągle ktoś przychodził i się pytał czy mam się dobrze, przynosił prezenty i kazał ćwiczyć.
Dostałam też kule, ale o tym później.
Już w sobotę przyszedł Pan rehabilitant, poszliśmy najpierw na spacer z kulami, wycieczka zabawna była muszę przyznać, bo uśmiałam się po pachy!
Następnie wrzucił mi nogę na machinę i kazał leżeć, a ona sama za mnie ćwiczyła!
Na widoki z oka też nie mogła narzekać:
Jedzenie ja w dobrym hotelu, przemiła obsługa co chwilę przynosząca mi pain killery, których wcale nie potrzebuję, bo mnie wcale prawie nie boli, no i w ogóle było całkiem sympatycznie, ale jak zaproponowali mi wyjście w niedzielę, zamiast w poniedziałek, to skorzystałam ;)
I haaa! nie wracałam stopem ;) Przyjechali po mnie chłopaki.
A tak oto noga po tygodniu wyglądała:
7.02 - dojechałam do szpitala (oczywiście na stopa - 3 podwózki - 3 kobiet, to dopiero kraj w którym każdy każdemu ufa!), a w szpitalu Pani mi mówi, sorry ale zapomnieliśmy do Ciebie zadzwonić, a operację masz jutro, czy to OK dla Ciebie? Ja na to: Jeeeeeeee i uśmiech od ucha do ucha!
1 dzień w MOIM kolanem więcej ;)
08.02 - dojechałam do szpitala... i przyjęli mnie na oddział...
SPA na weekend
Miła Pani pielęgniarka wytłumaczyłam mi wszystko co i jak (po angielsku) i powiedziała, że mam sobie odpocząć i że ok 13 ktoś po mnie przyjedzie... Okłamała mnieeee przyszli wcześniej!!!
Odblokowali kółka łóżka i sruu wycieczka po szpitalu.
Przystanek nr 1 winda :D dziwnie się jedzie windą na leżąco... przystanek nr 2 anestezjolodzy... podoczepiali mi kable, wężyków i innych takich, dali głupiego na co moja reakcja była: Why do I feel soooo sloooow? Na co cała sala wybuchła śmiechem ;)
Igiełka w kręgosłup - nie bolało, igiełka w udo.. dziwne uczucie jak się ktoś Twoimi nerwami bawi, a one skaczą...
I ostatni przystanek - sala operacyjna.
Ubrali mnie, przykryli, dali nawiew ciepłego powietrza na górną część ciała, zawiesili mi przed nosem zieloną kurtynę, nad głowę dali ze 32' monitor i zaczęli grzebać w kolanie.
Pan lekarz wszystko mi tłumaczył co robi, dziwne uczucie widzieć kolano od środka, czuć, że coś tam robią, widzieć to i nie odczuwać bólu. Jak się okazała więzadło nie było całe zerwane, tylko jego połowa, czyli dobrze, bo tylko jedno ścięgno musieli pobrać z tyłu nogi. (Może dlatego teraz tak szybko wracam do normy). Jak zaczęli wypalać resztki tkanki to odjechałam, bo jakoś mi się znudziło... ciągle to samo... a poza tym ile można patrzeć na to jak ktoś Twoje ciało pali od środka!
fotosy z operacji
hmm.. kolacji też nie pamiętam. Ale spać dobrze nie spałam...
noga dostała własne łóżko :)
Sobota i niedziela był miłe w szpitalu, ciągle ktoś przychodził i się pytał czy mam się dobrze, przynosił prezenty i kazał ćwiczyć.
dostałam wdzianko za 2600 PLN (niee, nie pomyliłam się z jednym zerem)
Dostałam też kule, ale o tym później.
Już w sobotę przyszedł Pan rehabilitant, poszliśmy najpierw na spacer z kulami, wycieczka zabawna była muszę przyznać, bo uśmiałam się po pachy!
Następnie wrzucił mi nogę na machinę i kazał leżeć, a ona sama za mnie ćwiczyła!
Na widoki z oka też nie mogła narzekać:
I haaa! nie wracałam stopem ;) Przyjechali po mnie chłopaki.
A tak oto noga po tygodniu wyglądała:






