niedziela, 18 maja 2014

Hintertux i wiosenne zakończenie sezonu kursem instruktorskim

Jeśli robisz to co kochasz, chcesz to robić jak najlepiej. Nie dla innych, żeby pokazać jaki jesteś super, ale dla siebie, żeby robić to co sprawia Ci przyjemność jeszcze lepiej! Co ja kocham robić? A no ja najbardziej na świecie uwielbiam narciarstwo, jest to absolutnie mój top 1. Zawsze lubiłam jeździć na nartach, ale ostatnio stwierdziłam, że w zasadzie, to do tej pory nie napotkałam się w życiu na nic lepszego. Więc chcę jeździć na nartach i robić to będę. Jeśli chodzi o doskonalenie się w tej dyscyplinie, to nawet nie wiem z czym to porównać… Bo teoretycznie każdy, kto pojeździł z tydzień na nartach może powiedzieć, że ‘jeździ na nartach’… ale praktycznie tydzień to ciut za mało, a dokładnie pod pojęciem ‘ciut’ mam na myśli kilka lat. Hmm.. to chyba trochę jak z jazdą samochodem, w tydzień się nauczysz, ale dobrym kierowcą stajesz się po przejechaniu tysięcy kilometrów i po ciągłym doszkalaniu swoich umiejętności. 

I po to też udałam się na zakończenie sezonu do Hintertux na lodowiec. Szkolenie na poziom 2 (z 4) w systemie brytyjskim BASI (British Association of Snowsport Instructors). 2 tygodnie (10 dni na stoku) po 6h dziennie. 
Na poziom 1 (moje polskie uprawnienia zostały zaakceptowane jako poziom 1) trzeba zrobić:
 • 5 dniowy kurs + egzamin
 • Kurs pedagogiczny (do pracy z dziećmi)
 • Kurs pierwszej pomocy
 • 35h pracy w szkole narciarskiej
Na poziom 2:
 • To co powyżej wymienione
 • Kolejne 35h
 • 10 dniowy kurs + egzamin
Na poziom 3:
 • To co powyżej wymienione
 • 5 dniowy kurs 
   o nauczania + egzamin
   o techniczny + egzamin
   o teoretyczny + egzamin
   o drugiej dyscypliny + egzamin (do wyboru snowboard, telemark, sporty zimowe dla niepełnosprawnych)
   o trenerski + egzamin
 • Zdać egzamin z języka obcego (jak polka jestem z tego obowiązku zwolniona)
 • 6 dniowy kurs lawinowy i bezpieczeństwa w górach + egzamin
 • 200 h doświadczenia pracy jako instruktor

Poziom 4 jest dla mnie tak odległy, że nawet nie sprawdzałam :P

Kurs był bardzo intensywny, nauczyłam się więcej przez te 10 dni niż przez całe życie, jeśli chodzi o technikę jazdy na nartach. Nie zdałam. Zaliczyłam część nauczania, moje krótkie skręty ok, długie całkiem spoko, muldy i jazda poza trasą do przejścia… ale oblałam łuki płużne (potocznie zwane pługiem). Najbardziej podstawowa ewolucja przy nauczaniu narciarstwa. Podobno były za mało okrągłe… tym samym 565 GBP za kurs przepadło… ale czy na pewno przepadło? Wiele się nauczyłam i to jest moje! A jako, że w Polsce jesteśmy przyzwyczajenie do darmowej edukacji, to wydaje się to dużo. 

Mi się podobało, czuję się wyedukowana, dostrzegam różnice w różnych systemach narciarskich i poznałam nowych ludków, którzy dzielą tę samą pasję co ja :) 


moja grupa, a właściwe to co z niej zostało po 2 tygodniach 
(głównie kontuzje i inne choroby wyeliminowały 4 zawodników z gry o uprawnienia :P)
Ps. na tym zdjęciu jestem najstarsza :P poza naszym trenerem

A przez pierwszy tydzień pomieszkałam z Sarah, Hannah i Phoebe – moim friendami z Zermatt, które to zrobiły mi urodzinowe przyjęcie niespodziankę kilka dni po moich urodzinach. Podsumowując: WARTO BYŁO!

 z moimi babeczkami :)

Sarah

Pogoda może nie rozpieszczała, ale przynajmniej po raz pierwszy w życiu doświadczyłam poruszania się nie w ciemności, ale w białości, bez ani jednego punku orientacyjnego w zasięgu wzroku - błędnik trochę wariował :)

 widoczność, a w zasadzie jej brak (tu akurat całkiem dobrze widać)



piątek, 16 maja 2014

Backroads Leader - czyli co robię latem

Co to w ogóle jest Backroads? (czytaj tutaj)
To amerykańska firma organizująca wycieczki piesze i (głównie) rowerowe dla (głównie) amerykanów. Ja pracuję w Europie (siedziba na Europę jest we Francji), póki co we Włoszech i w Chorwacji.

O firmie rok temu powiedziała mi koleżanka Iga – dzięki stara, i szkoda, że Cię już z nami nie ma w tym roku… :( Jako, że aplikację wysłałam trochę po czasie, to się w porę do mnie nie odezwali… a w zasadzie bardzo w porę później to zrobili, dlatego, że z kontuzją kolana między kwietniem a sierpniem bym się do tej pracy na nic zdała. Zadzwonili w czerwcu, żeby się umówić na rozmowę kwalifikacyjną pod koniec lipca. Pracę dostałam, i szkolenie zaczęłam 7 sierpnia, a od 4 września pracowałam w Apulii (Puglia) na południu Włoch. Szkolenie miałam krótsze niż normalnie, i pracowałam tylko jako kierowca vana przez 6 tygodni + przywiozłam vana z Krety do Prowansji na koniec sezonu. 

Zaczęła się zima. Zima się skończyła i zaczęłam nowe szkolenie 31 marca 2014. Na szkoleniu było nas w sumie 21, z czego 3 osoby łącznie ze mną były ze sierpniowego szkolenia. Szkolenie dla mnie nie było czymś tak nowym i ekscytującym jak to było w sierpniu 2013. Większość rzeczy była dla mnie znajoma, ale wiele też się nauczyłam. 2 tygodnie zleciały (jak zawsze) bardzo szybko. 

Kilka zdjęć ze szkolenia we Francji










Bogatsza o nowych znajomych i nową wiedzę (na temat BR intranetu, miliard dokumentów jakie trzeba mieć podczas prowadzenia wycieczki, zmianę pedałów, siodełka, przebitej dętki czy też kierownicy z up na drop wróciłam na tydzień do Zermatt). Było super. 
Podczas podróży z Zermatt do domu dostałam telefon z biura BASI (brytyjskiego stowarzyszenia narciarskiego), ze zwolniło się dla mnie miejsce na kurs który zaczynał się 5 dni później. Oczywiście pojechałam… to dopiero była akcja :)

Wracając do tematu... z pracą w Backroads jest jak z Erasmusem, nie zrozumiesz jak nie byłeś. To raczej styl życia niż praca sama w sobie. Żyjemy w niewiedzy do 16go każdego miesiąca, bo wtedy publikowany jest grafik na 1,5 miesiąca do przodu - czyli np. dziś był opublikowany grafik na lipiec - spędzę go w Chorwacji. Życie w prawie ciągłej podróży, w zasadzie bez możliwości rozpakowania... Co w moim przypadku teraz jest trudne, jako, że mój bagaż został zmiażdżony podczas podróży tutaj - czekam na nowy :) Życie w Backroads jest po prostu inne, ale ja je bardzo lubię i strasznie żałuję, że nie mogę się rozdwoić i pracować jednocześnie dla Backroads i jeździć na nartach przez cały!!! rok... 2 Magdy - to by było coś :P

środa, 14 maja 2014

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma?!

Ale od początku… trochę czasu minęło od kiedy coś tu ostatnio naskrobałam.. właściwie to minął rok, i to bardzo intensywny rok. Podobał mi się on!
Po powrocie z Zermatt intensywnie uskuteczniałam rehabilitację (tak intensywnie, że po kontuzji praktycznie nie ma śladu :)), zrobiłam kilkadziesiąt opasek, pracowałam nad detalami do nich, jak na przykład metki, popodróżowałam trochę (ojj lipiec był bardzo intensywny), a na koniec miesięcznej podróży… dostałam pracę w Backroads (BR), tak więc od sierpnia do października się szkoliłam i pracowałam, a później jeszcze trochę podróżowałam (bo przecież mało mi było :P). 
Praca w Backroads wzbudziła moją miłości do południa Włoch (Puglia) – to po prostu inny świat w którym czas zatrzymał się jakieś 40 lat temu.
Po zakończeniu sezonu w Backroads skoczyłam na chwilę do Londynu z moją bratanicą, do Barcelony z kolegami i koleżankami (:D) i na pracowniczą wycieczkę do Andaluzji. A na koniec przywieźć vana z Krety do Francji i tak to nagle nastała zima w Zermatt! (w tym sezonie z Zermatt blog nie działał, więc pomińmy ten rok – w skrócie: było extra)


Pisząc ten post siedziałam sobie w pociągu TGV (jakoś bardzo wolno jechał jak na TGV), jadąc z Zermatt do Avignon na 2-tygodniowe szkolenie z Backroads. 


Z nart na rower. Mimo, że bardzoooo podobał mi się miniony sezon z BR, teraz po prostu nie chcę zostawić Zermatt, śniegu, gór i nart. Ten sezon wydaje się za krótki, żeby już go kończyć. Po prostu mało mi i chcę więcej. Ale to chyba normalne jak się robi to co się kocha...