Jeśli robisz to co kochasz, chcesz to robić jak najlepiej. Nie dla innych, żeby pokazać jaki jesteś super, ale dla siebie, żeby robić to co sprawia Ci przyjemność jeszcze lepiej! Co ja kocham robić? A no ja najbardziej na świecie uwielbiam narciarstwo, jest to absolutnie mój top 1. Zawsze lubiłam jeździć na nartach, ale ostatnio stwierdziłam, że w zasadzie, to do tej pory nie napotkałam się w życiu na nic lepszego. Więc chcę jeździć na nartach i robić to będę. Jeśli chodzi o doskonalenie się w tej dyscyplinie, to nawet nie wiem z czym to porównać… Bo teoretycznie każdy, kto pojeździł z tydzień na nartach może powiedzieć, że ‘jeździ na nartach’… ale praktycznie tydzień to ciut za mało, a dokładnie pod pojęciem ‘ciut’ mam na myśli kilka lat. Hmm.. to chyba trochę jak z jazdą samochodem, w tydzień się nauczysz, ale dobrym kierowcą stajesz się po przejechaniu tysięcy kilometrów i po ciągłym doszkalaniu swoich umiejętności.
I po to też udałam się na zakończenie sezonu do Hintertux na lodowiec. Szkolenie na poziom 2 (z 4) w systemie brytyjskim BASI (British Association of Snowsport Instructors). 2 tygodnie (10 dni na stoku) po 6h dziennie.
Na poziom 1 (moje polskie uprawnienia zostały zaakceptowane jako poziom 1) trzeba zrobić:
• 5 dniowy kurs + egzamin
• Kurs pedagogiczny (do pracy z dziećmi)
• Kurs pierwszej pomocy
• 35h pracy w szkole narciarskiej
Na poziom 2:
• To co powyżej wymienione
• Kolejne 35h
• 10 dniowy kurs + egzamin
Na poziom 3:
• To co powyżej wymienione
• 5 dniowy kurs
o nauczania + egzamin
o techniczny + egzamin
o teoretyczny + egzamin
o drugiej dyscypliny + egzamin (do wyboru snowboard, telemark, sporty zimowe dla niepełnosprawnych)
o trenerski + egzamin
• Zdać egzamin z języka obcego (jak polka jestem z tego obowiązku zwolniona)
• 6 dniowy kurs lawinowy i bezpieczeństwa w górach + egzamin
• 200 h doświadczenia pracy jako instruktor
Poziom 4 jest dla mnie tak odległy, że nawet nie sprawdzałam :P
Kurs był bardzo intensywny, nauczyłam się więcej przez te 10 dni niż przez całe życie, jeśli chodzi o technikę jazdy na nartach. Nie zdałam. Zaliczyłam część nauczania, moje krótkie skręty ok, długie całkiem spoko, muldy i jazda poza trasą do przejścia… ale oblałam łuki płużne (potocznie zwane pługiem). Najbardziej podstawowa ewolucja przy nauczaniu narciarstwa. Podobno były za mało okrągłe… tym samym 565 GBP za kurs przepadło… ale czy na pewno przepadło? Wiele się nauczyłam i to jest moje! A jako, że w Polsce jesteśmy przyzwyczajenie do darmowej edukacji, to wydaje się to dużo.
Mi się podobało, czuję się wyedukowana, dostrzegam różnice w różnych systemach narciarskich i poznałam nowych ludków, którzy dzielą tę samą pasję co ja :)
moja grupa, a właściwe to co z niej zostało po 2 tygodniach
(głównie kontuzje i inne choroby wyeliminowały 4 zawodników z gry o uprawnienia :P)
Ps. na tym zdjęciu jestem najstarsza :P poza naszym trenerem
A przez pierwszy tydzień pomieszkałam z Sarah, Hannah i Phoebe – moim friendami z Zermatt, które to zrobiły mi urodzinowe przyjęcie niespodziankę kilka dni po moich urodzinach. Podsumowując: WARTO BYŁO!
z moimi babeczkami :)
Sarah
Pogoda może nie rozpieszczała, ale przynajmniej po raz pierwszy w życiu doświadczyłam poruszania się nie w ciemności, ale w białości, bez ani jednego punku orientacyjnego w zasięgu wzroku - błędnik trochę wariował :)
widoczność, a w zasadzie jej brak (tu akurat całkiem dobrze widać)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz