Ale od początku… trochę czasu minęło od kiedy coś tu
ostatnio naskrobałam.. właściwie to minął rok, i to bardzo intensywny rok.
Podobał mi się on!
Po powrocie z Zermatt intensywnie uskuteczniałam
rehabilitację (tak intensywnie, że po kontuzji praktycznie nie ma śladu :)),
zrobiłam kilkadziesiąt opasek, pracowałam nad detalami do nich, jak na przykład
metki, popodróżowałam trochę (ojj lipiec był bardzo intensywny), a na koniec
miesięcznej podróży… dostałam pracę w Backroads (BR), tak więc od sierpnia do
października się szkoliłam i pracowałam, a później jeszcze trochę podróżowałam (bo przecież mało mi było :P).
Praca w Backroads wzbudziła moją
miłości do południa Włoch (Puglia) – to po prostu inny świat w którym czas
zatrzymał się jakieś 40 lat temu.
Po zakończeniu sezonu w Backroads skoczyłam na chwilę do
Londynu z moją bratanicą, do Barcelony z kolegami i koleżankami (:D) i na
pracowniczą wycieczkę do Andaluzji. A na koniec przywieźć vana z Krety do Francji i tak to
nagle nastała zima w Zermatt! (w tym sezonie z Zermatt blog nie działał, więc
pomińmy ten rok – w skrócie: było extra)
Pisząc ten post siedziałam sobie w pociągu TGV (jakoś bardzo
wolno jechał jak na TGV), jadąc z Zermatt do Avignon na 2-tygodniowe szkolenie z
Backroads.
Z nart na rower. Mimo, że bardzoooo podobał mi się miniony sezon z
BR, teraz po prostu nie chcę zostawić Zermatt, śniegu, gór i nart. Ten sezon
wydaje się za krótki, żeby już go kończyć. Po prostu mało mi i chcę więcej. Ale
to chyba normalne jak się robi to co się kocha...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz