środa, 14 maja 2014

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma?!

Ale od początku… trochę czasu minęło od kiedy coś tu ostatnio naskrobałam.. właściwie to minął rok, i to bardzo intensywny rok. Podobał mi się on!
Po powrocie z Zermatt intensywnie uskuteczniałam rehabilitację (tak intensywnie, że po kontuzji praktycznie nie ma śladu :)), zrobiłam kilkadziesiąt opasek, pracowałam nad detalami do nich, jak na przykład metki, popodróżowałam trochę (ojj lipiec był bardzo intensywny), a na koniec miesięcznej podróży… dostałam pracę w Backroads (BR), tak więc od sierpnia do października się szkoliłam i pracowałam, a później jeszcze trochę podróżowałam (bo przecież mało mi było :P). 
Praca w Backroads wzbudziła moją miłości do południa Włoch (Puglia) – to po prostu inny świat w którym czas zatrzymał się jakieś 40 lat temu.
Po zakończeniu sezonu w Backroads skoczyłam na chwilę do Londynu z moją bratanicą, do Barcelony z kolegami i koleżankami (:D) i na pracowniczą wycieczkę do Andaluzji. A na koniec przywieźć vana z Krety do Francji i tak to nagle nastała zima w Zermatt! (w tym sezonie z Zermatt blog nie działał, więc pomińmy ten rok – w skrócie: było extra)


Pisząc ten post siedziałam sobie w pociągu TGV (jakoś bardzo wolno jechał jak na TGV), jadąc z Zermatt do Avignon na 2-tygodniowe szkolenie z Backroads. 


Z nart na rower. Mimo, że bardzoooo podobał mi się miniony sezon z BR, teraz po prostu nie chcę zostawić Zermatt, śniegu, gór i nart. Ten sezon wydaje się za krótki, żeby już go kończyć. Po prostu mało mi i chcę więcej. Ale to chyba normalne jak się robi to co się kocha...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz