poniedziałek, 14 stycznia 2013

Co robić w dni wolne?

A no najlepiej rozwalić sobie kolano i wykluczyć się z jazdy na jakiś czas...

Przymierzałam się do tego już od kilku dni. Było wiadomo, że od dziś są 2 martwe tygodnie w naszej szkole, więc raczej będziemy mieć wolne, niż nauczać.

Czwartek, mgła straszna na stoku, moje dziecko krzyczy, że się boi, akurat wjechałyśmy na trawers, czyli straszne wypłaszczenie, więc podjechałam do niech, żebyśmy razem jechały z równą prędkością i żeby czuła się bezpieczniej, ale ona zamiast patrzeć przed siebie, to na mnie, narty jej się skrzyżowały, wjechała na moje i bach... gleba. Jej się nic nie stało, ja zaś na początku myślałam, że złamałam rękę w łokciu, ale wszystko ok, aczkolwiek wyprostować do końca nie mogę i trochę boli. Nie mówiąc już o obciachu, jaki sobie zrobiłam wywalając się z kursantką...

W piątek jak zaczął porządnie padać śnieg, biegłam w nocy na pociąg i bach... gleba. Nic się nie stało, poza tym, że się uśmiałam sama z siebie. 

Niedziela, poszłam z chłopakami pojeździć w puchu, jeszcze nie dojechaliśmy do miejsca w którym chcieliśmy zacząć całą zabawę, a ja bach... gleba (tym razem nie było już płasko!!!) i poczułam tylko jak mi w kolanie przeskoczyło, a gruchot doszedł aż do palców rąk... przez minutę się nie ruszałam, bo nie wiedziałam, czy mogę, po czym jak się ruszyłam, to nie wiedziałam jak wstać... wstałam, kolano żyło, nie było złamane, ale czułam się na nim bardzo niestabilnie. Zjechałam więc do domu, bazując głównie na lewej nodze. Teoretycznie wszystko było tuttli frutti, nie bolało, nie było spuchnięte.
Jednak przez noc wygrzało się pod kołderką, więc teraz zginać za bardzo nie mogę, boli i jest spuchnięte.
Do lekarza póki co nie idę, bo na dzień dobry 92 CHF za zainicjowanie wizyty, a to 1/4 ceny moich nowych nart! Poczekam do jutra, pobawię się zimnymi okładami i nogą u góry!

Liczę na to, że do 3 razy sztuka i już nic więcej mi się nie stanie!
Miłego tygodnia wszystkim biurowiczom życzę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz