środa, 9 stycznia 2013

Zermatt - Täsch

Gdzie jestem?

Ano pracuję sobie w Zermatt

Zermatt to taki mały koniec świata, bo dalej to już tylko góry i Italia.



Dla mnie najciekawsza informacją o Zermatt jest ta, że wioska ze względów ekologicznych, jest dostępna tylko dla pojazdów napędzanych silnikami elektrycznymi.


Foto z internetu, proszę się nie sugerować brakiem śniegu ;)

Do Zermatt można się dostać albo pociągiem, albo też taksówką z silnikiem niespalinowym. A stacja "benzynowa" wygląda tak oto:


Czyli podłączenie do prądu i jazda!

Zaś przy dworcu z Täsch znajduje się taki oto znak:

Zamiast tradycyjnego "park & ride" tutaj jest "kiss & ride" - sweet ;)

Tak więc z Zermatt nie mieszkam, bo jak przyjechałam to znalazłam tylko 1 ogłoszenie na pokój - 980 CHF miesięcznie... hmm... drogo! i muszę dojeżdżać. Wszyscy mi mówią - o jaaaa ale daleko mieszkasz, ja jednak patrzę na to z perspektywy, że dojazd pociągiem 12 min... w Trójmieście to by było mega blisko i tego się trzymam! No i w pracy jestem zawsze przed czasem (póki co nie spóźniłam się na pociąg :D). Są 3 pociągi na godzinę - o pełne godzinie, 20 i 40 po. Na dworzec idę ok 7 min, biegnę jakieś 5 :D

Poza tym plusem mieszkania w Täsch jest nocne niebo. Ponieważ jest to w dolinie, nie ma oświetlenia... to widać każdą najmniejszą gwiazdę na niebie - powalający widok!

Mieszkam w hotelu Welcome, mam studio z kuchnią i łazienką, pokój dzielę z Niemką,  która tu pracuje jako szefowa kuchni w jednym z hoteli, rozmawiamy po hiszpańsku, bo ona nie zna angielskiego, a ja niemieckiego...
Płacę za wszystko, łącznie z internetem 390 CHF, więc cena super. Do tego dochodzi miesięczny bilet na pociąg - 77 CHF. No i jakieś tam grosze na pranie - nic za darmo :P

O Täsch nic więcej nie wiem, po za tym, że supermarket jest otwarty do 18:30 - przekonałam się o tym jak się do niego udałam o 18:40... Generalnie poza moim pokojem, to tu nie bywam!
Zaś Zermatt.. Ci co tu przyjeżdżają bardzo sobie chwalą... a chyba jest co, skoro głównymi gośćmi są Rosjanie, Australijczycy, Amerykanie i Brytyjczycy... pierwsza trójka blisko nie ma, a skoro wraca tu po kilka razy, to chyba warto..
Nie dla samych gór przyjeżdżają. Zermatt podobno nazywany jest kurortem gastronomicznym i jedzenie tu powala na kolana - nie sprawdzałam za bardzo, bo trochę tu drogo (nie wiem czy już ceny wysokie bardzo wspominałam :P)

Dobra, spadam pouczyć się rosyjskiego, bo ostatnio tylko takie dzieci uczę i zwroty:
Ruki na kulana, prawo, ljewo, poszli i luży przestaje mi wystarczać!
Saludos z białej doliny!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz